Dla tych godzin warto było przyjechać, przybyć i przyjść. Zrezygnować z wygody ulubionego fotela, z codziennej krzątaniny i spraw niezwłocznych czyli wciąż niezałatwionych.

Dla dawno niewidzianych twarzy, dla rozmów, pogawędek, paplaniny, ploteczek, wspomnień, które z każdym rokiem są coraz gładsze warto było się spotkać i przypomnieć sobie czasy, kiedy byliśmy szczupli, niedoświadczeni i trochę niezdarni.

Dla szaleństwa, dziecięcej radości i poczucia wolności, jakie zawsze ogarniają ludzi w chwilach czystej, niekontrolowanej zabawy warto było znosić uciążliwości tańca w tłumie, wieczornego zmęczenia i upojenia (cokolwiek wyraz ten znaczy).

Sztuka życia polega przecież także na tym, że dojrzewając wciąż czekamy na chwilę, kiedy znów stajemy się dziećmi i na moment zrzucamy z siebie ciężkie skorupy dorosłości. Tak właśnie było 2 lipca 2005 roku w Kietrzu. Wszyscy mieliśmy po 18 lat i nie obchodziło nas, co pomyślą inni. Co za wyzwolenie!

dalej >>>